Szukaj na tym blogu

poniedziałek, 28 stycznia 2019

19."Anielski kokon" - Karolina Wilczyńska

Każdy, kto mnie zna wie, że nigdy nie przechodzę obojętnie koło czegoś, co ma nazwę związaną z aniołami.

Takie moje małe skrzywienie.

Dlatego, gdy zobaczyłam, że 16 stycznia tego roku nakładem wydawnictwa Czwarta Strona pojawiła się książka związana ze skrzydlatymi posłańcami, nie mogłam się powstrzymać.

W końcum Serafin, prawda?

Przedstawiam Wam: "Anielski kokon" Karoliny Wilczyńskiej.








Bohaterka, Olga, to młoda kobieta pracująca w korporacji. Jej życie, choć nie jest do końca takie, jakiego by pragnęła, toczy się raczej spokojnie.

Do czasu.

Pewnego dnia otrzymuje dziwnego maila, a tego samego dnia ktoś zaczyna ją śledzić. Co więcej: nieznajomy, gdy już nawiązuje z nim kontakt, wygłasza tak nieprawdopodobne rzeczy, że Olga zaczyna się bać.

Sytuacji nie ułatwia jej zapatrzona w siebie matka, oraz zaborczy partner, którzy ostatecznie pakują ją do szpitala psychiatrycznego.

Czy kobieta faktycznie powinna bać się nieznajomego?

Co za wieści jej przyniósł?

I czy Olga będzie na tyle silna, by nie dać się zmanipulować?


Przekonajcie się sami!



Lojalnie ostrzegam, początek trzeba przetrwać.
Choć inaczej.

Sam początek jest ok, powiedzmy tak w drugiej ćwiartce (oh, Katarina!) główna bohaterka zaczęła mi niemożebnie działać na uzębienie.

Jej zachowanie było tak irytujące, że jedynie dzięki silnej woli i ciekawości, co będzie dalej, dałam radę przebrnąć.

Na szczęście, był to tylko moment i dalej cała historia niesamowicie mnie wciągnęła, a zakończenie niesamowicie mnie rozczuliło.


"Anielski kokon" spokojnie mogę polecić jako miłą, napisaną przyjemnym stylem i językiem, oraz niezbyt grubą pozycję, która jednak skłania do refleksji.
Mam jednak też swoje "ale".

Głównie do przesłania, jakie niesie.

Bo nie przeczę, że jest ono jak najbardziej dobre, cała wymowa książki bowiem skłania nas do refleksji o naszym podejściu do życia, oraz tego, jak odnosimy się do innych.

Zaczęłam się mimo wszystko zastanawiać, czy w pewnym momencie nie poszło to za bardzo w drugą stronę.


Tu już każdy musi ocenić sami.

Ja suma summarum polecam, jak wspominałam wcześniej, ogólny wydźwięk jest jak najbardziej pozytywny, tak jak i postawa głównej bohaterki.



Mieliście już okazję poznać tę pozycję?
Macie zamiar przeczytać?


Dajcie koniecznie znać!
I zapraszam was jak zwykle na mój Instagram!


Do zobaczenia!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz