"Dobry jeżu Anaszpanie!"
Jak wspominałam w recenzji "O psie, który wrócił do domu", bardzo lubię książki o tematyce zwierzęcej.
To nic, że najczęściej wylewam na nich morze łez ze wzruszenia.
Dlatego, kiedy dzięki poleceniu zgłosiło się do mnie wydawnictwo Quello z propozycją zrecenzowania książki o jeżach, w pierwszej chwili nieco się zdziwiłam, a zaraz potem zgodziłam.
I tak, w moich łapkach wylądowała ta niepozorna niczym główna bohaterka książka.
Przedstawiam: "25 gramów szczęścia".
Książka będzie miała swoją premierę w marcu.
Massimo Vaccheta to włoski weterynarz, który choć nadal lubił swój zawód, niejako przestał czerpać z niego taką satysfakcję jak wcześniej.
Dopadła go rutyna.
Nie do końca wiedział, co ma dalej zrobić ze swoim życiem, co w nim zmienić, a coś zmienić chciał. Rozpaczliwie szukał czegoś, co na nowo "pobudzi go do życia".
Nie spodziewał się, że to "coś" znajdzie go samo, w klinice w której miał zastępczy dyżur.
Że będzie ważyło całe 25 gramów i odmieni jego dotychczasowe życie, uruchamiając całą serię niesamowitych wydarzeń.
Wspomniałam wcześniej, że książka jest niepozorna, bo ma raptem 203 strony, które pochłania się niemal jednym tchem.
Jednak te strony, choć jest ich niby tak niewiele, są niesamowicie naładowane treścią i emocjami.
Historia Massimo i Ninny urzekła mnie od samego początku.
Mam wielki szacunek do weterynarzy, a dodatkowo byłam pełna podziwu dla tego mężczyzny i wszystkiego, co robił dla swojej malutkiej podopiecznej, a potem całej reszty jeży.
Pod koniec płakałam jak bóbr, udzielały mi się wszystkie emocje, jakie w tekście zawarła dziennikarka Antonella Tomaselli, która spisała opowieść Massimo, a które umiejętnie przełożyła tłumaczka Marta Koral.
Z jednej strony dobrze, że książka nie jest dłuższa. Rozciągniecie tekstu mogłoby przynieść wręcz odwrotny skutek do zamierzonego.
Jednak kończąc "25 gramów szczęścia" miałam uczucie, że chcę wiedzieć więcej. Zostałam co prawda z niedosytem, ale takim pozytywnym, przyjemnym.
Uważam, że książka bardzo słusznie zwraca uwagę na problem jeży ale i innych dzikich zwierząt, które często padają ofiarom ludzi, a którym nie ma kto pomóc.
Podsumowując, serdecznie polecam tę pozycję wszystkim miłośnikom jeży i ogólnie zwierząt!
I serdecznie dziękuję wydawnictwu Quello za udostępnienie egzemplarza do recenzji!
A jak jest u Was? Ciekawi historii o jeżach? A może macie swoje własne?
Dajcie koniecznie znać w komentarzach!
I niezmiennie zapraszam Was na mój Instagram!
Do zobaczenia!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz