Wiecie, co lubię najbardziej?
Ok, dobra, złe pytanie, bo można by wymieniać tu wiele, jednak sprecyzujmy: co lubię najbardziej w kwestii książek?
Gdy dostaję w łapki coś, po czym zupełnie nie wiem, czego się spodziewać (bo są bardzo różne opinie, bądź tych opinii nie znam), a zostaję przyjemnie zaskoczona.
Tak właśnie było ostatnio, kiedy to dość nieoczekiwanie weszłam w posiadanie pozycji, którą przeczytałam z niemałą przyjemnością i która podsyciła moją słowiańską "fazę".
A o czym mówię?
O "Gdzie diabeł mówi dobranoc. Księżyc jest pierwszym umarłym" Kariny Bonowicz.
Alicja, nastolatka z Warszawy, jedynaczka i córka lekarzy, na skutek tragicznych wydarzeń zmuszona jest pojechać do nieznanej sobie ciotki. Ciotki mieszkającej w niewielkiej miejscowości na Podkarpaciu.
Gdy dziewczynie wydaje się, że samo to jest najgorszym, co ją w jej siedemnastoletnim życiu spotkało, los szykuje dla niej o wiele, wiele więcej.
Jak Alicja poradzi sobie ze wszystkimi nowościami, jakie spotka w Czarcisławiu?
Czy piątka nastolatków ze skłóconych rodzin będzie w stanie się jakoś dogadać?
I o co chodzi z tym diabłem?
Zajrzyjcie do "Gdzie diabeł mówi dobranoc"!
Słuchajcie, ta książka wpadła w moje łapki tak nieoczekiwanie, że sama dziwiłam się, jak to się stało?
Została mi przekazana przez znajomą, której ona się zupełnie nie podobała, a która zobaczyła mój komentarz, że chciałabym tą pozycję przeczytać.
Nie raz już Ewie za to dziękowałam!
Zaczynając czytać miałam sporo wątpliwości i obaw, bo bardzo szybko główna bohaterka zaczęła mnie denerwować.
I cóż, ten stan utrzymywał się przez większość książki, nie tylko w odniesieniu do Alicji. Serio, co rusz powracało do mnie pytanie: Jasności, czy ja jako nastolatka też byłam taka okropna?...
Jednak!
Słuchajcie, fabuła książki jest tak ciekawa i wciągająca, że bardzo szybko wybaczyłam jej tych bohaterów!
Swoją drogą, uznałam, że sposób w jaki autora wykreowała bohaterów zasługuje na podziw! Bo trzeba przyznać, że były sytuacje, gdzie bardzo przyjemnie zaskoczyła mnie racjonalność zachowań postaci.
Dosłownie pochłaniałam każdą stronę, klimat Czarcisławia wciągał mnie niesamowicie! Akcja poganiała akcję, niczego nie można było być pewnym.
Momentami naprawdę współczułam Alicji, bo to, co się wokół niej działo mogło doprowadzić do szaleństwa każdego.
Czy ja muszę jeszcze dodawać, jak przyjemny jest język autorki?
Dlatego naprawdę polecam tą pozycję każdemu, kto lubi fantastyczne, słowiańskie klimaty, nie zraża się irytującymi bohaterami i lubi nieoczywiste historie!
Ja czekam (nie) cierpliwie na kolejną część!
Dajcie znać, czy czytaliście, lub czy Was zachęciłam!
Zapraszam Was też standardowo na mój Instagram!
Ściskam Was!
