Zdecydowanie mija za szybko, nie sądzicie?
Dlatego dziś chcę w Słownym Świecie zabrać Was w małą podróż w czasie.
No dobra, może nie taką znowu małą, bo cofniemy się o ponad 1000 lat, ale...
To co, gotowi?
Dziś opowiem Wam o "Żółtych ślepiach" Marcina Mortki.
~ * * * ~
Książka ma swoją premierę dzisiaj, wydana przez Uroboros.
Powiem Wam, że właściwie jak tylko zobaczyłam zapowiedź tej książki to już wiedziałam, że będę chciała ją przeczytać (podobnie będzie z dwiema marcowymi premierami Uroborosa).
Ostatnimi czasy bardzo wsiąkłam w słowiańskie klimaty (choć celtyckie i nordyckie też nadal bardzo lubię!).
I właśnie dlatego zdecydowałam się sięgną po najnowszą pozycję od Marcina Mortki.
Autor przenosi nas na tereny państwa Polan na kilka lat po przyjęciu chrześcijaństwa. Mamy Medvida, zwanego też Kudłaczem, któremu towarzyszymy podczas pewnej misji.
Poza nim poznajemy bardzo interesującą wiedźmę oraz całe spektrum stworzeń ze słowiańskich wierzeń.
Czy misja Medvida się powiedzie?
Gdzie zaprowadzi go droga, którą wyruszy?
A tego dowiecie się już z książki!
~
Mnie osobiście książka wciągnęła właściwie już od pierwszych stron.
To bynajmniej nie jest słodka bajeczka.
Język autora jest bardzo przyjemny i plastyczny, co pozwala niesamowicie wczuć się w atmosferę danych zdarzeń.
Co do samych postaci, tu też jest dobrze!
Już sam Medvid to postać co najmniej ciekawa, zwłaszcza po ostatnich zdaniach. Osobiście bardzo polubiłam wspomnianą wcześniej wiedźmę Gosławę.
Czy są to postacie żywe? Mimo nieco baśniowego tonu powieści wydaje mi się, że tak.
Dodatkowo bardzo podobało mi się, jak autor pokazał tamte realia i to, jak wyglądały relacje między ludźmi.
Dla mnie ta książka była niezwykle przyjemną odskocznią od teraźniejszości, zarówno przez swoją ciekawą fabułę, ale też dzięki niesamowitemu humorowi (głównie Gosławy).
Jedynym, co mi w niej zazgrzytało to pewien wątek, który ciągnie się przez całą powieść, by skończyć się cóż, tak jak można się było spodziewać.
Nie mniej, "Żółte ślepia" jako całość oceniam naprawdę dobrze. Jest to książka naprawdę przyjemnie i udanie napisana, z akcją, która nie pozwala się oderwać.
Sądzę, że polubią się z nią szczególnie osoby siedzące w klimatach słowiańskich, choć wydaje mi się, że nie tylko.
Macie tą pozycję w planach? A może jak ja, jesteście już po przeczytaniu?
Dajcie znać w komentarzu!

