Wyjątkowo witam Was w poniedziałek!
A dlaczego? Co się zadziało? O tym już za chwilkę. Na początek jednak:
17 października a.d. 2018 wydawnictwo Uroboros wypuściło zbiór opowiadań pani Marty pod wdzięcznym tytułem "Pierwsze słowo".
I w tym momencie chciałam nawiązać do słów, które Marta Kisiel umieściła we wstępie "od autorki". Otóż twierdzi ona, że nie potrafi pisać opowiadań.
Mimo, że wydała ich kilka, nie potrafi.
A ja powiem: Nie prawda. No nie prawda, Alleluja! I zdania nie zmienię.
W tomie tym zostały zebrane opowiadania publikowane przez autorkę na łamach różnych periodyków. Niektóre z nich później ewoluowały w całą serię, jak "Dożywocie", a na przykład "Szaławiłę" ja miałam dołączoną do swojej edycji "Dożywocia".
Nie sposób jednoznacznie określić rodzaj tych opowiadań. Znajdziemy tam teksty humorystyczne, a wręcz komediowe, przy których uśmiejemy się do łez (rozmowa kwalifikacyjna elfa i krasnoluda... no c'mon!), jak i refleksyjne, które zmuszą nas do przemyśleń na wcale nie takie błahe tematy.
Jednak jedno opowiadanie zaskoczyło mnie mocno. Swoją nieoczywistością. Mrocznym klimatem. I zakończeniem, które sprawiło, że w głowie pojawiło mi się neonowe "W T F?".
W "Pierwszym słowie" jeszcze mocniej uwydatnia się to, o czym wspominałam już w przypadku "Małego Licha". W twórczości Marty Kisiel właściwie każdy znajdzie coś dla siebie.
Dlatego w krótkich słowach: sięgajcie!
Nie tylko po "Pierwsze słowo", ale ogólnie po utwory Marty Kisiel. Polecam!
Nie tylko po "Pierwsze słowo", ale ogólnie po utwory Marty Kisiel. Polecam!
Dodatkowo w zeszłą sobotę miałam niewątpliwą przyjemność spotkać panią Martę osobiście, zamienić kilka słów, zrobić zdjęcia i otrzymać podpis na książce.
Jak pewnie słyszeliście, w Krakowie odbywały się Targi Książki, na które oczywiście musiałam się udać.
Jak pewnie słyszeliście, w Krakowie odbywały się Targi Książki, na które oczywiście musiałam się udać.
Na moim Instagramie dodawałam relacje na bieżąco, jednak teraz nadszedł czas na całościowe podsumowanie imprezy.
Po skomplikowanym początku i trudnościach komunikacyjnych, po odczekaniu swojego w dłuuuugiej kolejce (która jednak naprawdę sprawnie się poruszała), wpadłam w objęcia raju książkoholika.
Wystawców było sporo, ludzi także, jednak byłam na to psychicznie przygotowana. Ogólnie atmosfera tam panująca była niezwykła.
Spotkałam tyle sympatycznych i pozytywnych osób, że aż się ciepło na sercu robi. Plus, udało mi się spotkać kilka osób, które obserwuję na Instagramie!
Nie mogę tez nie wspomnieć o samych spotkaniach autorskich. Ogólnie wybór był przeogromny. Zjechało bardzo dużo autorów i osób ogólnie znanych, jednak mi osobiście najbardziej zależało na spotkaniach z Martą Kisiel i Jackiem Piekarą. Niestety, jako iż mogłam być tylko ten jeden dzień nie mogłam spotkać się z Andrzejem Pilipiukiem, który pojawił się w niedzielę, czego bardzo żałuję.
Wracając jednak do sedna.
Spotkałam tyle sympatycznych i pozytywnych osób, że aż się ciepło na sercu robi. Plus, udało mi się spotkać kilka osób, które obserwuję na Instagramie!
Nie mogę tez nie wspomnieć o samych spotkaniach autorskich. Ogólnie wybór był przeogromny. Zjechało bardzo dużo autorów i osób ogólnie znanych, jednak mi osobiście najbardziej zależało na spotkaniach z Martą Kisiel i Jackiem Piekarą. Niestety, jako iż mogłam być tylko ten jeden dzień nie mogłam spotkać się z Andrzejem Pilipiukiem, który pojawił się w niedzielę, czego bardzo żałuję.
Wracając jednak do sedna.
Spotkanie z panią Martą było bardzo miłe, jak już wcześniej wspominałam, zamieniłyśmy kilka słów, mamy fotkę, a ja uroczy autograf na książce.
Mniej więcej od godziny 14 (a weszłam koło 11) praktycznie przestałam patrzeć na książki. Brzmi dziwnie?
Już wyjaśniam.
Między 11 a 12 (czyli od momentu wejścia na Targi do spotkania z Martą Kisiel), zdążyłam się jako-tako zorientować, co gdzie jest i co gdzie mogę dostać, jeśli chodzi o jedną z sal wystawców. Więc gdy po 12 odeszłam z miejsca spotkania, natychmiast pognałam do innych stoisk, gdzie nabyłam te oto tytuły:
Między 11 a 12 (czyli od momentu wejścia na Targi do spotkania z Martą Kisiel), zdążyłam się jako-tako zorientować, co gdzie jest i co gdzie mogę dostać, jeśli chodzi o jedną z sal wystawców. Więc gdy po 12 odeszłam z miejsca spotkania, natychmiast pognałam do innych stoisk, gdzie nabyłam te oto tytuły:
- G. Masterton "Potomek"
- J. Piekara "Ja, inkwizytor. Płomień i Krzyż t. 2"
- H. Coben "Nie odpuszczaj"
- M. Raduchowska "Łzy Mai" i "Szamanka od umarlaków"
- S. Jackson "Nawiedzony dwór na wzgórzu"
- A. R. Michalak "Denar dla szczurołapa"
- A. Jadowska "Dynia i jemioła"
- M. Kurek "Draconus cracovus biomagia. Szał Wandy"
- J. Piekara "Ja, inkwizytor. Płomień i Krzyż t. 2"
- H. Coben "Nie odpuszczaj"
- M. Raduchowska "Łzy Mai" i "Szamanka od umarlaków"
- S. Jackson "Nawiedzony dwór na wzgórzu"
- A. R. Michalak "Denar dla szczurołapa"
- A. Jadowska "Dynia i jemioła"
- M. Kurek "Draconus cracovus biomagia. Szał Wandy"
To było zdecydowanie więcej niż wstępnie planowałam. Ale nie mogłam się powstrzymać. Z ostatnim tytułem jest też ciekawa historia, bo to książka, która właściwie miała swoje osobne stoisko. Wydała ją własnym nakładem sama pani Kurek, jest to pierwsza część cyklu. Zaintrygował mnie tytuł, po zerknięciu do treści uznałam, że może mnie zaciekawić, a poza tym, autorka była tak miłą osobą, że postanowiłam wesprzeć młodą, polską pisarkę. Choć to była zdecydowanie najdroższa książka, jaką tam zakupiłam.
Nie mniej, koło 15 byłam już książkowo obkupiona. Dlatego ustawiłam się w kolejce na spotkanie ze wspomnianym wcześniej Piekarą. I tu przyznam szczerze, nie do końca wiedziałam, czego się spodziewać. Twórczość tego autora lubię, mimo iż obecnie czytam go mniej, jednak nie miałam pojęcia, jaki jest wobec fanów.
Chodzi mi o to, że z Martą Kisiel miałam wcześniej niejaki kontakt przez media społecznościowe, widziałam relacje z innych spotkań.
W przypadku Jacka Piekary, byłam totalnie zielona w tym temacie.
Okazało się jednak, że to bardzo sympatyczny i ciepły facet. Dziewczyna stojąca przede mną w kolejce zdobywała autograf dla koleżanki, która choć była fanką Piekary nie była w stanie pojawić się na spotkaniu. Autor oczywiście książkę podpisał, a co więcej, nagrał dla dziewczyny filmik z pozdrowieniami. Ogólnie całe spotkanie mijało w bardzo pozytywnej i fajnej atmosferze, a autor nie dość, że zaczął je w sumie przed czasem, to skończył zdecydowanie po, z tego, co później zauważyłam.
W przypadku Jacka Piekary, byłam totalnie zielona w tym temacie.
Okazało się jednak, że to bardzo sympatyczny i ciepły facet. Dziewczyna stojąca przede mną w kolejce zdobywała autograf dla koleżanki, która choć była fanką Piekary nie była w stanie pojawić się na spotkaniu. Autor oczywiście książkę podpisał, a co więcej, nagrał dla dziewczyny filmik z pozdrowieniami. Ogólnie całe spotkanie mijało w bardzo pozytywnej i fajnej atmosferze, a autor nie dość, że zaczął je w sumie przed czasem, to skończył zdecydowanie po, z tego, co później zauważyłam.
Ja sama mam podpisaną książkę i zdjęcie, oraz rozbudzoną na nowo sympatię do tego autora.
Pełna pozytywnej energii, z zapasem czasu (było koło 16, a zamierzałam być do 19, do samego końca), chodziłam jeszcze już na zupełnym luzie po jednej i drugiej hali, dokładnie parząc, co jeszcze oferują stoiska, czy czegoś wcześniej ciekawego czasem nie przeoczyłam.
I a jakże. Znalazłam stoisko z uroczymi gadżetami do książek, gdzie kupiłam klipsy i zakładki magnetyczne. Wtedy też już spokojnie dotarłam na stoisko gdzie swoje rzeczy sprzedawała pewnie niektórym już znana Kotter.
Oczywiście, że się nie powstrzymałam przed kupnem czterech zakładek papierowych i pięciu naklejek.
I a jakże. Znalazłam stoisko z uroczymi gadżetami do książek, gdzie kupiłam klipsy i zakładki magnetyczne. Wtedy też już spokojnie dotarłam na stoisko gdzie swoje rzeczy sprzedawała pewnie niektórym już znana Kotter.
Oczywiście, że się nie powstrzymałam przed kupnem czterech zakładek papierowych i pięciu naklejek.
Poza tym znalazłam uroczy organizer już na 2019 rok. Ogólnie opuściłam targi razem ze znajomą po 18.
To były już drugie Krakowskie Targi Książki, na których byłam. I doskonale zdawałam sobie sprawę, że dzień, w który tam będę to termin odpowiadający bardzo dużej liczbie innych osób, dlatego wcale nie dziwiły mnie i nie złościły tłumy. Owszem, czasem ciężko było przejść, ale wiedziałam, że inaczej nie będzie.
Ogólnie całe Targi oceniam naprawdę pozytywnie. Fakt, można by się było do rzeczy technicznych i organizacyjnych przyczepiać, jednak osobiście nie odczułam niczego jakoś dotkliwie, a te drobne niedogodności były rekompensowane przez spotkanych tam ludzi i rzeczy, jakie się tam działy.
W przyszłym roku na pewno też się wybiorę, o ile nic mi nie wyskoczy, jak również bardzo możliwe, że wybiorę się na takie targi do Warszawy. Ale to melodia przyszłości.
Byliście na Targach? Macie jakieś ciekawe historie? Czytaliście już "Pierwsze słowo"?
Piszcie w komentarzach i do następnego razu!
Piszcie w komentarzach i do następnego razu!







