Z początku, gdy na profilach innych widziałam pozycję o której chcę Wam dzisiaj powiedzieć, nie zwróciłam na nią jakiejś wielkiej uwagi.
Nie jestem wielką fanką thrillerów medycznych, a z takim gatunkiem mamy tu do czynienia.
I zabijcie mnie, nie pamiętam, jak to się stało, że wpadłam na profil autorki, który zaczęłam obserwować.
W końcu stwierdziłam - nie, tak być nie może. Trzeba w końcu to przeczytać, zobaczyć, o co chodzi, nad czym inni tak "pieją".
No i przeczytałam.
Przedstawiam: "Substancję".
Wydana przez Novae Res w sierpniu 2018 roku (Psst, według lubimyczytac.pl dokładnie w moje urodziny. Przypadek?)
Historia zaczyna się od trupa wypadającego z okna podczas mocno zakrapianej imprezy studenckiej.
Mocne?
Ale pomału.
Dwójka studentów śląskiego uniwersytetu medycznego, Adam i Maciej, zakłada koło naukowe, do którego z czasem dołącza jeszcze czwórka osób: Klaudia, Tomasz, Daniel i najmłodsza z nich wszystkich - Julia.
Przyświeca im szczytny cel: opracować lek nowej generacji, mający zrewolucjonizować medycynę.
Zjednoczone wysiłki studentów medycyny i biotechnologii zaczynają przynosić zaskakująco dobre skutki.
To zaś sprawia, że apetyt na sukcesy naszych młodych naukowców rośną. A razem z nim przychodzą problemy.
Lek, który wynaleźli pokazuje efekty, które mają zauważyć na życiach ich wszystkich.
To zaś sprawia, że apetyt na sukcesy naszych młodych naukowców rośną. A razem z nim przychodzą problemy.
Lek, który wynaleźli pokazuje efekty, które mają zauważyć na życiach ich wszystkich.
Czym jest tytułowa substancja?
Kto tak na prawdę jest tu tym "złym"?
I jak potoczą się losy członków koła naukowego?
Odpowiedzi szukajcie w książce!
Jak już wcześniej wspominałam, dużo wody musiało upłynąć, nim w całości przeczytałam "Substancję".
I absolutnie nie żałuję.
Fakt, czasem nie do końca rozumiałam zachowanie bohaterów, swoją drogą całkiem dobrze zbudowanych, jednak akcja była niezwykle wartka i ciekawa.
Autorka bardzo dobitnie pokazuje, co się dzieje, gdy nasze dążenia i wręcz już chore ambicje przesłaniają nam wszystko inne.
Osobiście dość szybko domyśliłam się, co było przyczyną problemów, jakie spadły na członków koła naukowego. W żadnym wypadku nie zepsuło mi to jednak przyjemności czytania.
Do samego końca byłam zaintrygowana, jak ta cała sytuacja się rozwinie i ostatecznie skończy.
Czy byłam usatysfakcjonowana?
Zaraz po skończeniu "Substancji" owszem. Jednak nieopatrznie zerknęłam na początek chronologicznie części kolejnej, a pierwszej wydanej książki pani Klaudii, czyli "Gdybym jej uwierzył".
I moja wewnętrzna romantyczka ciut się zbuntowała.
Ale o tym cicho-sza.
Będę chciała nadrobić i tą pozycję, by mieć już spojrzenie na całość, dopiero się wypowiem.
Generalnie jednak, sama "Substancja" niewątpliwie wciąga i jak na drugą książkę autorki, moim zdaniem jest naprawdę dobra.
Napiszcie koniecznie, czy słyszeliście już o tej pozycji, a może już macie ją przeczytaną?
Zgadzacie się z moją opinią, czy nie do końca?
Czekam na Wasze komentarze i niezmiennie zapraszam Was na mój Instagram!
A już jutro kolejna, tym razem duża recenzja!
Do zobaczenia!



