Szukaj na tym blogu

sobota, 15 czerwca 2019

32. Dobre i polskie, czyli o rodzimych autorkach słów kilka.

Na samym początku jestem Wam winna przeprosiny.
Troszkę ten blog zaniedbałam, ale obiecuję poprawę!


Dlatego dzisiaj przychodzę do Was z postem nieco innym niż wcześniejsze. Zabieram Was na małą wycieczkę w głąb moich wspomnień.

Ale po co? Dlaczego?

Otóż, ostatnio poczułam ogromną chęć podzielenia się z Wami moim TOP polskich pisarek. Będą to autorki których przeczytałam już kilka pozycji, które cenię i za to, jak piszą, co piszą i jakimi są osobami.


Czemu jednak polskich i pisarek?


Bo to właśnie panie ostatnio wysunęły się w moich ulubieńcach na czołówkę, a uważam, że polskie pisarki są mimo swoich umiejętności za mało doceniane.


Będą cztery, a przedstawię je w takiej kolejności, w jakiej je poznawałam/pokochałam.

To co, jedziemy?
Zapraszam!


~ * ~

1. Maja Lidia Kossakowska:

Tą autorkę poznałam najwcześniej.

I nie skłamię, jeśli powiem, że jej książki pomogły mi przetrwać naprawdę kiepskie momenty w moim życiu.
Pokochałam ją i cykl anielski, ale nie zupełnie od pierwszego wejrzenia.

Czytając "Siewcę Wiatru" miałam 14-15 lat i choć owszem, bardzo mi się spodobał, jeszcze nie do końca pojmowałam jego wymowę.
Do tego musiałam dojrzeć.

Za to "Zbieracz Burz t. I", o! Tu już historia jest inna. Od pierwszej kartki książka omotała mnie i już nie byłam w stanie uwolnić się od rzuconego przez nią uroku. Postać Daimona Freya i Piołuna aż do teraz (czyli jakieś 10 lat, bo tyle minęło od kiedy ją przeczytałam) towarzyszy moim myślom i nie chce ich opuścić.
Gdy rok później wydano II tom "Zbieracza...", już byłam stracona. Kupowałam każdy kolejny tom i czytałam go z takimi samymi wypiekami na twarzy.

Wyobraźcie sobie więc mój stan emocjonalny, gdy w listopadzie zeszłego roku wydana została ostatnia część.
Tak. Były łzy, był smutek, ale i olbrzymia satysfakcja.

Spędziłam z tym cyklem i jego bohaterami około połowy mojego życia.
I przyznam się Wam, że uzmysłowiłam to sobie dopiero teraz, pisząc ten post. Połowa życia, dacie wiarę?

Powiecie: no dobrze, Serafin, wszystko fajnie. Ale właściwie dlaczego tak bardzo tą autorkę lubisz?

Już do tego przechodzę.

Spotkałam się z różnymi opiniami o stylu pisania Kossakowskiej, tak samo jak różne były oceny poszczególnych części tomów. Jednak co sprawiło, że zostałam "opętana" przez te anielskie książki, to klimat. Autorka potrafi nas przenieść w świat tak niesamowity, będący tak niezwykłą mozaiką różnych kultur i wierzeń, że czytelnik aż przeciera oczy ze zdumienia, że tak można.

Lekkość pióra pisarki, to jakich bohaterów stworzyła (kto mnie zna, wie, że na punkcie pana D mam swoistą schizę), to wszystko sprawia, że od tego cyklu trudno się oderwać. Przynajmniej ja tak miałam.

Poza tym, miałam okazję spotkać autorkę osobiście, a także wymienić z nią trochę maili. To tak ciepła, miła, a jednocześnie skromna osoba, że człowiek z czystej sympatii dla niej sięga po kolejne książki.

Bo Kossakowska to nie tylko cykl anielski, o nie! Ja osobiście czytałam jeszcze (poza dwoma zbiorami opowiadań do aniołów) cztery części "Upiora południa" (z tego co widziałam, Fabryka Słów zrobiła wznowienie i zebrała to w jedno, ja mam cztery osobne książki), dwa tomy "Zakonu Krańca świata" oraz zbiór opowiadań "Więzy Krwi", z którym organizowałam Book Tour.

Ponad to mamy jeszcze dwa tomy "Takeshiego" (niestety, tego nie zmogłam, ale to kwestia klimatu Japonii, który mi niezbyt odpowiadał), "Grillbar Galaktyka" (po który też jeszcze dopiero muszę sięgnąć) oraz "Ruda sfora" (niestety, też nie dałam rady) plus wystąpiła w kilku antologiach.

Ogólnie, mam do tej autorki prze ogromny sentyment, Daimon Frey na zawsze już pozostanie moją miłością i Aniołem Stróżem.
Dlatego serdecznie Was zachęcam, zapoznajcie się z Kossakowską, jej dorobek to pokaźny przekrój fantastyki i Sci-Fi, więc można coś dla siebie wybrać.


Polecam!




(Na zdjęciu brak trzech tomów "Bram Światłości", które są u kuzynki na wyporzyczeniu)



~ * ~

2. Marta Kisiel:


To druga rozciągnięta w czasie historia.

Pierwszą styczność z Martą Kisiel miałam około 5 lat temu przy okazji czytania "Nomen omen", które naprawdę mi się spodobało.

Później na dłuższy czas jakimś cudem o niej zapomniałam, choć teraz zachodzę w głowę: JAK?!

Choć ja wiem, jak. Wtedy jednocześnie studiowałam dziennie i pracowałam. To był czas, kiedy miałam mało, bardzo mało czasu na czytanie dla przyjemności i jeszcze mniej, by sprawdzać, co dana osoba jeszcze napisała.

Zwyczajnie autorka wypadła mi z głowy.

Dopiero w zeszłym roku, konkretnie z okazji moich dwudziestych siódmych urodzin nabyłam jej "Dożywocie" wraz z dodatkowym opowiadaniem "Szaławiła" oraz "Siłę niższą", choć teraz już nie do końca pamiętam jak sobie o Marcie Kisiel przypomniałam. Możliwe, że było to dzięki filmowi Czytacza ale ręki sobie uciąć nie dam.
Nie mniej, przeczytałam obie książki.

I co?
I przepadałam!

Pokochałam bezgranicznie słodkie i urocze Licho, Krakersa, Turu, nawet samego Konrada polubiłam.

Później we wrześniu 2018 roku zostało wydane "Małe Licho i tajemnica Niebożątka", a ja znów piałam z zachwytów, podobnie jak nad "Tonią" (kontynuacja "Nomen omen") i w następnym miesiącu nad zbiorem opowiadań "Pierwsze słowo" a w tym roku "Oczy uroczne" (właściwie bezpośrednio nawiązujące do "Szaławiły").

Poza tym można opowiadania autorki znaleźć w licznych antologiach, m. in. "Harda Horda" (serdecznie polecam!).

Marta Kisiel bawi się językiem tak zręcznie, że każda jej książka, każde opowiadanie jest jak wystawna uczta dla czytelnika.

To zręczne manewrowanie słowami, humor w takiej dawce, że brzuchy i szczęki Was ze śmiechu rozbolą, oraz absolutnie urzekający bohaterowie (Licho, Bożek, Bazyl, Oda! Mogłabym długo wymieniać) sprawiają, że nie chce się dzieł autorki odkładać.

Plus lekki styl autorki pozwala mknąć przez strony i nawet nie pomyśleć o hamulcach.

To są zdecydowanie książki do połknięcia w jeden dzień lub nawet popołudnie, zwłaszcza, że Marta Kisiel zamyka bogatą treść w stosunkowo niewielkiej ilości stron.

Poza tym, podobnie jak Kossakowska, Marta Kisiel to przemiła i niesamowicie sympatyczna osoba. Choć mamy za sobą tylko krótkie spotkanie na KTK to kontakt na Instagramie jest!

I liczę, że na tegorocznych targach w Krakowie też uda się z nią spotkać!


Zdecydowanie polecam!

PS. z lubimyczytać.pl dowiedziałam się, że ukaże się nowa cześć "Małego Licha", a widziałam też tytuł "Zombie Grey" planowane na końcówkę przyszłego roku. Czekam!





~ * ~

3. Aneta Jadowska:

Październik 2018.

Jadąc na Krakowskie Targi Książki wiedziałam, że jest taka autorka jak Aneta Jadowska, jednak jakoś nie zebrałam się, by cokolwiek jej przeczytać.

Na targach przechadzając się między stoiskami zobaczyłam, że mają promocję przy zakupie dwóch książek druga z rabatem. Zrobiłam szybkie rozeznanie, co mają i... chwilę później byłam już posiadaczką zbioru opowiadań "Dynia i Jemioła", który właśnie wtedy miał swoją premierą, a od którego zaczęła się moja przygoda z Jadowską.

O ile w przypadku Kossakowskiej i Kisiel szłam jak należy, chronologicznie, tak tu przyszłam można powiedzieć "na gotowe".

Nie żałuję jednak, że zaczęłam od "Dyni". Miałam tam okazję postać przekrój bohaterów i to pomogło mi zdecydować, o kim chcę czytać później.

Takim sposobem nabyłam dwutomowy cykl szamański o Witkacu (moja kolejna mega sympatia), którego przeczytałam część 2 a 1 jeszcze nie...

Później zakupiłam zbiór opowiadań "Ropuszki", a gdy go przeczytałam, doszłam do wniosku, że nie ma bata, muszę nadrobić cały cykl o Dorze Wilk.

I to było najzabawniejsze nadrabianie cyklu ever.

Najpierw (wiedząc, że nadchodzi premiera nowej części), wypożyczyłam z biblioteki trzy pierwsze tomy.
Dlaczego tylko trzy, skoro cykl ma ich sześć?
Po pierwsze, ktoś wtedy wypożyczył tom 5, więc nie było całości. Po drugie, ja wtedy brałam coś jeszcze a w mojej bibliotece wojewódzkiej można mieć jednocześnie wypożyczonych 5 pozycji (o ile nic się nie zmieniło).

Trzy pierwsze przeczytałam, byłam nimi zachwycona i jak wariatka cieszyłam się z odnajdywanych powiązaniań z "Ropuszkami", czy "Dynią".

Niestety, kolejnych trzech nijak wypożyczyć nie mogłam, bo tom 5 nadal u kogoś był. A w miejskich bibliotekach brak, tak samo jak na Legimi.

Wierzcie mi, byłam zdecydowana po prostu te trzy części kupić, jednak wyjazd, do którego się w tedy przygotowywałam skutecznie mi to uniemożliwił.

Jednocześnie niemal na Legimi pojawiła się owa nowinka, "Dzikie dziecko miłości", co mnie niejako uratowało, bo bookbox, który zamówiłam miał opóźnienie i gdyby nie Legimi nie byłabym w stanie przeczytać tej części przed czerwcem.

I tak, chronologię szag trafił, choć w tym momencie już zupełnie się nią nie przejmowałam. "DDM" przeczytałam, byłam nim zachwycona, choć wiedziałam, że co nieco mi umyka. A potem, gdy w końcu nadrobiłam te nieszczęsne trzy kolejne tomy cyklu, to już byłam w domu!

Dodajmy do tego, że Jadowska wystąpiła w kilku antologiach (m. in. wspomniana już "Harda Horda"), ma też na swoim koncie kryminał "Trup na plaży" (który mam jeszcze do przeczytania).

Napisała jeszcze cykl o Nikicie (ma on obecnie trzy tomy), którego nie tknęłam. Niestety, jakoś mnie ta dziewczyna nie przekonuje, ale kto wie, gdy zatęsknię za autorką możliwe, że w końcu przemogę się i do tego cyklu.

I znów powraca pytanie: dlaczego Aneta Jadowska?

Kochani, pamiętacie jak mówiłam, że Kossakowska mistrzowsko łączyła wierzenia i mitologie? Jadowska robi to samo, tylko z motywami fantastyki.
U niej będziecie mieli wszystko: anioły, diabły, demony, wilki (wilkołaki), wampiry, wiedźmy przeróżnych rodzajów, elfy i masę znanych fantastyce stworzeń. I to wszystko zmieszane, umiejscowione w alternatywnej Polsce, podane w niesamowicie kolorowej i obłędnie smakującej formie, doprawionej dużą dozą humoru.

Niech sam za siebie przemówi fakt, że ja czytałam książki mające około 500 stron w jeden dzień. Je się połyka. Autorka pisze lekko, dzięki czemu czytelnik wręcz płynie przez tekst. Dodatkowo historia wciąga tak mocno, że naprawdę musiałam się mocno wysilać, by przerwać czytanie.

No i bohaterowie. Dostajemy taki wachlarz charakterystycznych i nietuzinkowych postaci, że każdy może wybrać swojego ulubieńca, bądź ulubienicę (nawet nie będę próbowała wskazywać konkretnych imion). Albo kogoś, na kim będzie wieszał psy (no offence dla wilków).
Przy tym cudowne jest to, że autorka nie przesadza z mocami bohaterów, mimo że w pewnym momencie było o to łatwo.

Podobnie jak Kossakowską i Kisiel, udało mi się spotkać z Anetą Jadowską na żywo i po raz kolejny: to kobieta niezwykle serdeczna i ogromnym sercu!
Bardzo liczę, że jeszcze uda mi się z nią zobaczyć!

Polecam, nie zawiedziecie się!







~ * ~

4. Martyna Raduchowska:

I ostatnia już z autorek, o których chcę powiedzieć.

O Martynie Rauchowskiej usłyszałam dzięki Strefie Czytacza, który przedstawiał oba jej cykle. I znowu, troszkę czasu potrzebowałam, by w ogóle się za nią zabrać.

Wracamy do Krakowskich Targów Książki 2018.

Pamiętacie, kupiłam wtedy też pierwszą książkę Jadowskiej. Tak się składa, że Rdauchowskiej nabyłam dwie.

Pierwsza z nich, "Szamanka od umarlaków" czekała około miesiąca, nim po nią sięgnęłam.
I wtedy to się zaczęło!

Jest magia, suspens, jest zagadka i dziewczyna, która ma Pecha, dosłownie i w przenośni! Ale o tym już wam opowiadałam .

Po "Szamance..." dorwałam się do "Demona Luster", który tylko wzmógł mój apetyt. Oj, bo intryga ściele się tam gęsto!

I kurczę jest coś w glownej bohaterce takiego, że od samego początku ją polubiłam. Nie wszystkie decyzje i zachowania pochwalałam, ale Idę da się lubić!


W tym roku ma wyjść część trzecia, na którą bardzo czekam, zwłaszcza, że mój apetyt autorka zaostrzyła opowiadaniem w "Hardej Hordzie" (jakbyście zapomnieli - polecam!).

Bardzo dobre opinie zbiera też jej drugi cykl, "Łzy Mai" i "Spectrum". Niestety, choć styl autorki jest bardzo mi miły i przyjemny, to jak jak u Kossakowskiej z "Takeshim" - próbowałam, ale klimat nie mój.
Mogę oglądać filmy Sci-Fi, ale książki mi nie podchodzą.

Ale nigdy nie mów nigdy, możliwe, że kiedyś się przekonam, jak i do Nikity.

Niestety tej autorki osobiście poznać mi się nie udało, mam jednak wielką nadzieję, że na tegorocznych targach w Krakowie się to zmieni!


Po raz czwarty- polecam!





~ * ~

I to są polskie autorki, które mają szczególne miejsce w moim serduszku.

Ktoś może się dziwić że nie podałam tu chociażby Miszczuk, której książki też lubię, jednak w moim odczuciu warsztat pisarski wspomnianych wyżej autorek jest na mistrzowskim poziomie.

Myślałam jeszcze nad Martą Krajewską, która też bardzo dobrze pisze, jednak zabrakło mi tego czegoś, co pojawiło się w przypadku wymienionych wyżej pań.

Mogłabym tu jeszcze wymieniać zagraniczne jak Alice Broadway, której cykl mnie urzekł, o A G Howard, która oczarowała mnie swoją wizją Krainy Czarów, jednak zależało mi, jak wspomniałam, by pokazać, że polscy autorzy też są świetni!

Każdy zapytany o polskiego autora fantastyki wymieniłby Sapkowskiego, może Piekarę, czy Pilipiuka, Ćwieka albo Grzędowycza. I super!

A te damy, o których opowiedziałam zdecydowanie zasługują na swoje szczególne miejsce, bo są niezwykle utalentowanymi pisarkami i pozwolę sobie dodać - wspaniałymi kobietami.

Więc, drogie autorki, chylę czoła, macie we mnie fankę i bardzo czekam na Wasze kolejne książki!



Ok, a czy Wy znaliście te panie?

Dajcie znać, z którą z autorek, o których mówiłam już się zetknęliście, jakie mieliście odczucia?

Jestem bardzo ciekawa!

I oczywiście, wpadajcie na mój Instagram, oraz, ta da! Twitter!



Do zobaczenia!






Brak komentarzy:

Prześlij komentarz