Dlatego (w sumie już kolejny raz) gdy dowiedziałam się, że wydaje coś nowego, nie wahałam się ani chwili.
I dziś przychodzę do Was z recenzją książki, która z pewnością ucieszy fanów sióstr Stern i znanych z "Nomen omen" mojr.
A mowa o "Płacz", który dzisiaj, 11.03 ma swoją premierę, nakładem wydawnictwa Uroboros.
~ * * * ~
Z tego co wiem, choć chronologicznie "Nomen Omen" było wydane pierwsze, podawane jest jako drugi tom cyklu wrocławskiego.
Jako pierwszy podawane jest "Toń", no a nasza dzisiejsza gwiazda, "Płacz", trzeci.
Nie dziwi zatem, że o ile "Toń" z "Nomen omen" nie było jakoś mocno powiązane (jedynie postaciami sióstr Bolesnych), tak w "Płacz" mamy bezpośrednią kontynuację wydarzeń z tomu pierwszego.
Dlatego jeśli ktoś czytał "Toń" już dawno, mała rada, warto sobie odświeżyć.
Wierzcie mi.
Osobiście moje serce całkowicie i niezaprzeczalnie należy do cyklu Dożywocie.
Jednak w cyklu wrocławskim jest coś, co przyciąga. Jest w nim oczywiście ten cudowny humor i klimat Marty Kisiel, są świetne, żywe postaci i niebanalna treść.
Ale jest on też o wiele cięższy, przynajmniej w moim odczuciu.
Nie mniej, "Płacz" to jego godne zakończenie.
Jest w tej książce tytułowy płacz, jest strach, suspens, dreszcz, ale i śmiech, trochę słodyczy...
No calutka gama mnóstwa emocji!
I ta piękna klamra, którą autorka spięła całą historię!
Plus, spodziewajcie się też nie jednego plot twistu!
Tak tylko ostrzegam.
Powiem Wam, że trudno mi coś więcej powiedzieć, bo chcę uniknąć jakichkolwiek spoilerów, bo to jest największa przyjemność. Samemu odkrywać, co autorka dla czytelnika przygotowała.
Podsumowując, dla osób lubiących Martę Kisiel, oraz dla tych, którzy lubią ogólnie dobrą książkę w klimacie fantasy, "Płacz" to taka trochę "pozycja obowiązkowa".
Choć ja szczerze polecam właściwie każdemu. Mi było bardzo miło znów spotkać kobiety z rodziny Stern i siostry Bolesne.
A może już ktoś z Was nabył i przeczytał?
Dajcie koniecznie znać, jakie są Wasze odczucia!
Do zobaczenia!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz