Szukaj na tym blogu

czwartek, 20 września 2018

1. "Małe Licho i tajemnica Niebożątka" - Marta Kisiel


- Oh, doprawdy, Alleluja!

Miało być “Magiczne lato” jednak cóż, plany mają to do siebie, że się zmieniają, prawda?

W ostatnim czasie Marta Kisiel zdecydowanie kradnie moją książkową uwagę, zaczynając poważnie konkurować na polu ulubionej autorki z Mają Lidią Kossakowską.

A wszystko zaczęło się bardzo niewinnie. Pierwszy raz miałam styczność z twórczością pani Kisiel za sprawą bratowej i książki “Nomen omen”, którą mi pożyczyła.

Już wtedy byłam pod wrażeniem tego jak bardzo wyciągała i jaką dawką humoru była okraszona.

Później jednak nastąpił dłuższy czas kiedy zupełnie jakoś nie pomyślałam, żeby sięgnąć do innych pozycji autorki. Do tego sierpnia.
Bo kiedy tylko dostałam w swoje łapki “Dożywocie” i “Siłę niższą”, przepadłam. Przepadłam dla humoru, dla postaci, które są po prostu do schrupania i dla historii, która mimo iż wydaje się lekka, potrafi dać do myślenia o tym, co i kto jest w życiu naprawdę ważny.
Oczywiście to nie tak, że mamy tam tylko śmieszki. Zwłaszcza w “Sile niższej” łezka się może w oku zakręcić.






Więc gdy tylko usłyszałam, że 19 września Marta Kisiel wydaje kolejną książkę z tej serii, automatycznie poleciałam ją zamówić.


W dniu premiery piękny egzemplarz trafił do łapek Serafina, która tylko czekała, by rzucić się w wir czytania.






Mając w głębokim poważaniu spojrzenia mijanych ludzi czytała idąc przez miasto i jadąc do domu busem. Czytała w ogrodzie, potem w fotelu i w łóżku. I jeszcze kończyła następnego dnia w autobusie!
No nie mogła się oderwać!


Historia rozgrywa się kilka lat po wydarzeniach z “Siły niższej”. Niebożątko ma już dziewięć lat, problemy dziecka w tym wieku będącego, mamę, dwóch wujków, gromadę co najmniej dziwnych przyjaciół i… swojego anioła stróża.

Anioła w za dużej koszulce i w wydzierganych bamboszkach, z którym uwielbia bawić się, przeżywać przygody i który nie opuszcza go na krok. Więc gdy chłopiec wpada w tarapaty, któż ma mu pomóc jak nie jego własny anioł i wujek?
Owe perypetie Licha i Niebożątka, ich cała relacja są jednym z najsłodszych i najbardziej uroczych elementów książki. Czytając uśmiech właściwie nie schodził mi z ust, a uczucie nostalgii niejednokrotnie mnie ogarniało. Mogłoby się wydawać, że cóż dorosły może znaleźć dla siebie w książce właściwie dedykowanej młodszemu odbiorcy, a jednak.


Marta Kisiel już po raz kolejny pokazała, że w lekkiej i komediowej wręcz formie potrafi przekazać coś, co potrafi dorosłemu dać do myślenia i co dorosłego rozbawi, rozweseli, ogólnie: obudzi całą masę tak naprawdę pozytywnych emocji.

I pewnie znacie to uczucie, gdy po skończeniu książki ma się “kaca”? W głowie huczy i nie jest się w stanie “wyjść” z danego świata?
No właśnie.

Lojalnie uprzedzam, jest duże prawdopodobieństwo, że właśnie to dopadnie was po tejże książce.


Ja ją jednak z całego serafinskiego serduszka polecam! Zdecydowanie można przeczytać ją razem z dzieckiem swoim, brata, siostry, czy kogoś z przyjaciół.

Mimo iż książka nie ma jakoś wiele ilustracji (choć te które są uważam za udane), to tekst i historia sądzę, że spokojnie zaciekawią maluchy, które mają już 7 lat i więcej. Zwłaszcza, że wydrukowana została większą czcionką, co młodszym odbiorcom niewątpliwie ułatwi zapoznanie się z tą pełną uroku historią.

Zdecydowanie będę chciała pokazać tą pozycję mojemu bratankowi, nawet jeśli nie w najbliższym czasie, to w przyszłości.


A Wy? Znacie Martę Kisiel? Zachęcam do komentowania!

Do zobaczenia!

2 komentarze: