- Oh, doprawdy, Alleluja!
Miało
być “Magiczne lato” jednak cóż, plany mają to do siebie, że się zmieniają,
prawda?
W ostatnim czasie Marta Kisiel zdecydowanie kradnie moją książkową uwagę, zaczynając poważnie konkurować na polu ulubionej autorki z Mają Lidią Kossakowską.
A wszystko zaczęło się bardzo niewinnie. Pierwszy raz miałam styczność z twórczością pani Kisiel za sprawą bratowej i książki “Nomen omen”, którą mi pożyczyła.
Już wtedy byłam pod wrażeniem tego jak bardzo wyciągała i jaką dawką humoru była okraszona.
Później jednak nastąpił dłuższy czas kiedy zupełnie jakoś nie pomyślałam, żeby sięgnąć do innych pozycji autorki. Do tego sierpnia.
Bo kiedy tylko dostałam w swoje łapki “Dożywocie” i “Siłę niższą”, przepadłam. Przepadłam dla humoru, dla postaci, które są po prostu do schrupania i dla historii, która mimo iż wydaje się lekka, potrafi dać do myślenia o tym, co i kto jest w życiu naprawdę ważny.
Oczywiście to nie tak, że mamy tam tylko śmieszki. Zwłaszcza w “Sile niższej” łezka się może w oku zakręcić.
Więc
gdy tylko usłyszałam, że 19 września Marta Kisiel wydaje kolejną książkę z tej
serii, automatycznie poleciałam ją zamówić.
W dniu premiery piękny egzemplarz
trafił do łapek Serafina, która tylko czekała, by rzucić się w wir czytania.
(Był o tym też post na instagramie: https://www.instagram.com/p/Bn6NLQ4h6Q8/?taken-by=swiat.serafina)
Mając w głębokim poważaniu
spojrzenia mijanych ludzi czytała idąc przez miasto i jadąc do domu busem.
Czytała w ogrodzie, potem w fotelu i w łóżku. I jeszcze kończyła następnego
dnia w autobusie!
No nie mogła się oderwać!
Historia rozgrywa się kilka lat po
wydarzeniach z “Siły niższej”. Niebożątko ma już dziewięć lat, problemy dziecka
w tym wieku będącego, mamę, dwóch wujków, gromadę co najmniej dziwnych
przyjaciół i… swojego anioła stróża.
Anioła w za dużej koszulce i w
wydzierganych bamboszkach, z którym uwielbia bawić się, przeżywać przygody i
który nie opuszcza go na krok. Więc gdy chłopiec wpada w tarapaty, któż ma mu
pomóc jak nie jego własny anioł i wujek?
Owe perypetie Licha i Niebożątka,
ich cała relacja są jednym z najsłodszych i najbardziej uroczych elementów
książki. Czytając uśmiech właściwie nie schodził mi z ust, a uczucie nostalgii
niejednokrotnie mnie ogarniało. Mogłoby się wydawać, że cóż dorosły może
znaleźć dla siebie w książce właściwie dedykowanej młodszemu odbiorcy, a
jednak.
Marta Kisiel już po raz kolejny
pokazała, że w lekkiej i komediowej wręcz formie potrafi przekazać coś, co
potrafi dorosłemu dać do myślenia i co dorosłego rozbawi, rozweseli, ogólnie:
obudzi całą masę tak naprawdę pozytywnych emocji.
I pewnie znacie to uczucie, gdy po
skończeniu książki ma się “kaca”? W głowie huczy i nie jest się w stanie
“wyjść” z danego świata?
No właśnie.Lojalnie uprzedzam, jest duże prawdopodobieństwo, że właśnie to dopadnie was po tejże książce.
Ja ją jednak z całego serafinskiego serduszka polecam! Zdecydowanie można przeczytać ją razem z dzieckiem swoim, brata, siostry, czy kogoś z przyjaciół.
Zdecydowanie będę chciała pokazać tą
pozycję mojemu bratankowi, nawet jeśli nie w najbliższym czasie, to w
przyszłości.
A Wy? Znacie Martę Kisiel? Zachęcam
do komentowania!
Do
zobaczenia!


Zdecydowanie zachęciłaś mnie do przygody z tą autorką
OdpowiedzUsuńSuper! ; )
UsuńNaprawdę polecam, warto!