Czy można połączyć klimaty de
facto jeszcze feudalnej Japonii z jej mitologią oraz legendami na czele,
odrobinę futuryzmu, steam punk i do tego wpleść kwestie środowiskowe? I czy
wyszło by z tego coś zjadliwego?
Okazuje się, że tak. Jay Kristoff
podaje nam z wyżej wymienionych składników trzy dania w postaci cyklu “Wojny
lotosowe”. Dzisiaj będzie o pierwszym tomie “Tancerze burzy”. Został on wydany
nakładem wydawnictwa Uroboros w kwietniu tego roku.
Przyznam, że z autorami zagranicznymi mam ten problem - zwłaszcza, gdy coś mi w książce zgrzyta - że nie jestem do końca pewna, czy winić za to samego pisarza bądź pisarkę, czy bardziej tłumaczenie. Jednak muszę przyznać, że choć troszkę sceptycznie podchodziłam do tego cyklu, mimo bardzo pozytywnej recenzji, już pierwsza część mi się spodobała.
W “Tancerzach burzy” poznajemy szesnastoletnią Yukiko, jej ojca oraz dwójkę przyjaciół. Narrator wprowadza nas w świat, w którym żyją i stopniowo w miarę biegu książki objaśnia jego reguły. A jest to objaśniać.
Choć dla czytelnika ich historia zaczyna się, gdy ojciec Yukiko, będący łowczym na usługach obecnie panującego szoguna, otrzymuje zadanie schwytania stworzenia uważanego za wymarłe. Nie mogąc sprzeciwić się rozkazowi wyruszają na misję, która ma całkowicie odmienić ich życie.
W międzyczasie otrzymujemy też
retrospekcje, pozwalające lepiej zrozumieć zachowania i emocje bohaterów. Są
one podane w tak zgrabny sposób, że nie ma się problemu z tym by odróżnić, co
jest historią główną, a co wspomnieniem.
Świat, jaki już w pierwszym tomie cyklu pokazał Jay Kristoff, jest naprawdę dopracowany, a język niezwykle obrazowy.Czytając doskonale odczuwa się tę duszną atmosferę zanieczyszczonego środowiska, oraz strach towarzyszący rządom tyranii.
Z tą książką mam tylko dwa problemy. Pierwszy to łatwość, z jaką bohaterce udaje się z niektórych, a w sumie z większości sytuacji wyjść. Mimo wszystko uważam, że jest to ciut ZA łatwo.
Drugi to bardziej może moje czepialstwo, ale są bohaterowie mający bardzo podobne imiona, przez co momentami myliło mi się, o kim w danej chwili czytam.
Ogólnie uważam, że oryginalność całego świata, jaki pokazał nam Jay Kristoff z powodzeniem wynagradza pojawiające się momentami znane już z innych książek młodzieżowych schematy: problemy z rodzicami, niezwykłość głównego bohatera i tego konsekwencje, konieczność walki z wielkim złem i jeszcze kilka innych.
Jestem jednak naprawdę ciekawa, co będzie dalej. Jak potoczą się cała ta historia, jaki los czeka Yukiko i…
Kogo? A, tego dowiedzcie się już
zaglądając do “Tancerzy burzy”.
Warto!
Warto!
A może już mieliście z tym cyklem do czynienia? Dajcie koniecznie znać!
I wpadajcie na mojego instagrama: klik!
Tam będziecie na bieżąco z tym, co obecnie czytam.
A już w przyszłym tygodniu recenzja nie jednej książki, a całego cyklu!
Do zobaczenia!

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz