Szukaj na tym blogu

sobota, 20 października 2018

5. ... Jesień, Zima, Wiosna... czyli (prawie)rok z Aleksandrą Tyl.

Witajcie tak niestandardowo w sobotę, która będzie od teraz nowym dniem pojawiania się recenzji!

Choć choroba mnie nie opuszcza, wpis być musi. Zwłaszcza, że będzie on dzisiaj w rozmiarze XXXL, bo opowiem wam o aż trzech książkach za jednym zamachem. Ale od początku.


W tym tygodniu zarówno skończyłam ostatnią część cyklu pani Aleksandry Tyl jak i otrzymałam nowiutką książę od Marty Kisiel, którą jak już pewnie z poprzednich wpisów wiecie, uwielbiam.
I ci, którzy obserwują mój instagram wiedzą, że zadałam wam tam pytanie: którą książkę chcecie, bym zrecenzowała najpierw.
Głosy rozłożyły się 50/50 (nie ułatwiacie mi pracy), jednak mój stan fizyczno-psychiczny nie pozwolił mi na czas skończyć "Pierwszego słowa". Jednak spokojnie, co się odwlecze, to nie uciecze.

Dzisiaj zaś zapraszam was na ponowne spotkanie z bohaterkami recenzowanego już przeze mnie  "Magicznego lata".
Jak pamiętacie z tamtego wpisu, miałam bardzo pozytywne wrażenia po jej przeczytaniu. Polubiłam główną bohaterkę, Alicję Gawędę, jej córkę Matyldę i ciotkę Józefinę, a po czasie też Dorotę, siostrę Alicji oraz jej przyjaciółkę Mariannę. No i była jeszcze Kaja. Ale, do niej przejdziemy.

Wspominałam też o tym, że zakończenie "Magicznego Lata" wprawiło mnie w lekkie rozedrganie. Dlatego, choć miałam trochę przerwy, z chęcią sięgnęłam po kolejny tom cyklu.

Drodzy Państwo, oto jesień.

"Karmelowa jesień".












Wydana przez wydawnictwo Prozami w październiku 2016 roku.

Od wydarzeń z poprzedniej książki minęło trochę czasu. Druga część zaczyna się w momencie, gdy Marianna po utracie kolejnej już bliskiej osoby zmaga się z depresją. Nie jest jednak sama, bo szybko okazuje się, że może liczyć na pomoc Alicji oraz Józefiny. Gawęda zabiera przyjaciółkę z Polanki do Warszawy, by ta mogła otrząsnąć się po tragedii, jednak sprawy szybko przybierają dość nieoczekiwany obrót.
Jaki? Zapraszam do książki!
W tej części akcja przenosi się między głównym wątkiem Marianny mającym miejsce w  gorącej Sewilli, a wątkami pobocznymi dziejącymi się w Polance i Warszawie.

I muszę przyznać, że mimo wszystko, tutaj znalazłam więcej elementów, które mi osobiście działały na uzębienie. A konkretnie postaci. Bo język i styl autorki pozostaje niezmiennie lekki, obrazowy i niezwykle przyjemny.
Ale Jasności słodka. Niektórzy bohaterowie przyprawiali mnie o chęć rzucenia książką o ścianę. Mimo to, cała sprawa, dla rozwiązania której Marianna przybywa do Sewilli i późniejsze wydarzenia skutecznie uprzyjemniają czytanie. Sama bohaterka może z pozoru wydawać się taką troszkę słodką laleczką, jednak osobiście uważam, że nie brak jej charakteru.

I znowu miałam "problem" z zakończeniem. Wprawiło mnie ono w lekki stan irytacji, jednak pamiętając, że są kolejne części nie dałam się ponieść nerwom.



I potem nastała zima.


"Anielska Zima"
















Tą część wydawnictwo Prozami wypuściło w listopadzie 2017 roku.

Tym razem akcja wraca zupełnie do Polski, a konkretnie Polanki i Warszawy. Na nowo zostaje nam pokazana sprawa Kai, dziewczyny która miała pecha do faceta i inwestycji. Gdy nastały zimowe miesiące znalazła się ona w naprawdę paskudnym położeniu, którego nic i nikt, na czele z Pawłem, od którego wynajmuje dom, nie ułatwia.
Poważne problemy finansowe i osobiste, nieprzychylni ludzie i cóż, niezbyt przyjemny charakter dziewczyny stworzyły mieszankę wybuchową.
Ale jak to mówią, czasem trzeba dotknąć dna, by się od niego odbić.

Jak Kaja wybrnie ze swoich kłopotów? I co się dzieje w życiu Alicji, Doroty i Marianny?
O tym przekonajcie się sami!

Cóż, zima nie jest moją ulubioną porą roku. A zadzierające nosa paniusie nie są typem człowieka, z którym chciałabym mieć do czynienia. Dlatego ojoj.

Z początku przechodziłam wewnętrzne katusze. Bo znowu zaznaczę - sama historia i to, jak zostało wszystko napisane jest na wielki plus.
Jednak zachowanie Kai i cóż, większości mieszkańców Polanki pojawiających się w tej części sprawiało, że mój poziom irytacji wzrastał nad limit, który jestem w stanie znieść. Jednak nadal uważam, że zdecydowanie warto było przebrnąć dalej.

Im głębiej bowiem w książkę, tym lepiej. Widać jak na dłoni przemianę zarówno Kai, jak i Pawła, dlatego później czyta się to o wiele przyjemniej i bez zaciskania zębów.

A końcówka tym razem zadziałała na moje serduszko jak słonko na lód.

Bo przecież po każdej, nawet najcięższej zimie przychodzi wiosna.



"Szalona wiosna".









Najświeższa, bo wydana przez Prozami w kwietniu tego roku.
Po czasie świąt bożego narodzenia, gdzie wszystko dla naszych bohaterów zdawało się ułożyć i wskoczyć na właściwe miejsce - przyszły kolejne kłopoty.
Dorota, nie mogąc pogodzić się z odrzuceniem i stratą pracy, postanawia coś w swoim życiu zmienić. I oj, zmienia. W życiu swoim, a po drodze jeszcze kilku osób, w tym mężczyzny o imieniu Michał. Bo kto wie, gdzie trafisz, wędrując nocą po nie za ciekawej dzielnicy miasta?
I co się może zdarzyć, gdy jest się w gorącej wodzie kąpanym, zranionym oraz wiedzionym chęcią zemsty? A przy okazji poznaje się kogoś, kto w naszej ocenie ma wręcz idealne narzędzie do przeprowadzenia odwetu?
Dorota na własnej skórze przekonuje się, jak łatwo można zaszkodzić komuś niewinnemu, oraz rewiduje trochę swój pogląd na kilka spraw. Bo czasem spojrzenie z dosłownie innego punktu widzenia potrafi szeroko otworzyć oczy.

Jakie szaleństwo wymyśliła Dorota? Co z Alicją, Marianną i Kają?
"Szalona wiosna" ma odpowiedzi na te pytania!

I tu już zdecydowanie wracamy do poziomu z "Magicznego lata". I żebym była dobrze zrozumiana. 'Jesień" i "Zima" to również dobre książki!
Jednak "Szalona wiosna" ma w sobie coś, co sprawiało, że pochłaniałam kolejne strony jak pelikan sardynki, czy inne ryby!
Zaśmiewałam się w momentach konfrontacji damsko-męskiego punktu widzenia Doroty i Michała. Naprawdę było miło im towarzyszyć, gdy poznawali się nawzajem, a dzięki temu i siebie samych lepiej.

To jest właśnie piękne w bohaterach u Aleksandry Tyl. Oni się zmieniają. Dojrzewają. Widać, jaką przez cały cykl przechodzą przemianę. Żyją. Jak to już wspominałam przy "Magicznym lecie", uważam, że każdy znajdzie coś, kogoś, z czym będzie mogła lub mógł się zidentyfikować.

Dlatego ja całym moim serafińskim sercem polecam wszystkie cztery części. Choć nie należą do cienkich książek, czyta się je naprawdę szybko i przyjemnie.


A wy? Czytaliście już którąś część?
Zapraszam zarówno do komentowania jak i na mój Instagram: Klik!


Do usłyszenia za tydzień!



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz