Po ostatnim zawirowaniu, dzisiaj standardowo w sobotę przychodzę do Was z kolejną recenzją.
Tym razem będzie to książka z gatunku, po który nie sięgam zbyt często, a mianowicie kryminał.
Moi mili, oto "The Writer".
Wydana w tym roku przez wydawnictwo Poligraf , jest to druga książka w dorobku pana Damiana Jackowiaka (dziwnie się czuję pisząc per pan o osobie młodszej ode mnie, ale cóż) po debiucie w postaci "Tożsamości zbrodni".
Na początek trochę o fabule, która jest niewątpliwie największą zaletą książki.
Już we wstępie przedstawioną mamy krótką historię naszego głównego bohatera, Marcina Brodzirza. Pisarza, który po spektakularnym debiucie i równie spektakularnej porażce znajduje się na przysłowiowym dnie.
Pewnego dnia dostaje on jednak równie nieoczekiwaną, co budzącą niepokój propozycję: ma napisać biografię seryjnego mordercy.
Z biegiem książki widzimy, jak przestępca manipuluje pisarzem chcąc wykorzystać go, a przy okazji i kilka innych osób, do zrealizowania własnego planu.
Przyznam, że mimo iż nie jest to mój ulubiony gatunek (taaak, Larson i Lackberg też czekają na przeczytanie), to opis tej pozycji mnie zaciekawił. Głównie dlatego, że sama piszę opowiadania, więc od razu poczułam sympatię do głównego bohatera.
Przyznam, że miałam naprawdę spore oczekiwania wobec tej książki. I cóż... nie mogę niestety powiedzieć, że je spełniła. A przynajmniej nie w pełni.
Dlaczego?
Cóż, przede wszystkim: warsztat autora. Z ciężkim sercem to mówię, jednak technika wymaga jeszcze sporo do dopracowania.
Autor nie ma lekkiego pióra, więc w dużej części opisom brakuje obrazowości. Nie zawsze, są moment, kiedy faktycznie akcja wciągała, jednak były one w mniejszości.
Odniosłam w pewnym momencie wrażenie, że fabuła strasznie leci do przodu. Brakowało mi jeszcze trochę stron, by cała historia była odpowiednio rozwinięta, a wszystkie wątki odpowiednio pokazane.
Narracja przeskakuje z postaci na postać i były chwile, kiedy to wprowadzało trochę chaosu i utrudniało czytanie.
Muszę też wspomnieć o języku. Bo pomijając już momentami liczne powtórzenia, to często przeszkadzały mi przekleństwa. Mocne przekleństwa. I gdyby pojawiały się one tylko w dialogach, ok, nie czepiałabym się. Jednak kiedy weszły też do narracji to już się skrzywiłam.
Postacie. Tak, one też stanowiły mały zgrzyt. Choć niewątpliwie ciekawe, jednak... brakowało czasu by się rozwinęły, a czytelnik mógł je poznać i się z nimi zżyć.
Przyznam szczerze, że bardziej mnie one irytowały, niż im współczułam. Zwłaszcza Marcin, który sprawiał swoim zachowaniem, że zgrzytałam zębami. Choć akurat to, że jednak jakieś emocje budzą można zapisać na plus. Kwestia tylko, czy akurat miały wywoływać te konkretne.
Nie wspomnę już o mojej imienniczce, przez którą dostawałam spazmów, już w momencie przeczytania "Kasia". Choć to już moje prywatne skrzywienie.
Muszę też coś powiedzieć o głównym antagoniście. Teoretycznie było wyjaśnione, dlaczego stał się taki a nie inny, jednak... no nie przemówiło to do mnie.
Ahh! I jeszcze jedno: self insert. O Jasności słodka.
Ok, przyznaję się, że w swoich opowiadaniach też główne bohaterki wzorowałam na sobie. I przymknęłabym oko na to, że Marcin tak bardzo kojarzy mi się z panem Damianem.
Jednak był jeden fragment, który mnie zabił. I który sprawił, że niemal odłożyłam książkę bez jej dokończenia. Pozwólcie, że przytoczę:
"Mateusz spojrzał na okładkę. Była intrygująca. [...]
- Co czytasz?
- Tożsamość zbrodni, jakiś nowy autor. Całkiem niezła, [...]"
Ktoś może powiedzieć: Ej Serafin, ale czego ty się czepiasz?
I może faktycznie, jednak mi osobiście jakoś to zazgrzytało i to mocno.
Ogólnie rzecz ujmując: "The writer" miało zadatki na naprawdę fajną książkę, jednak w moim odczuciu warsztat autora nie do końca pozwolił historii odpowiednio rozkwitnąć.
Według mnie, wykorzystany został w około 50-60%.
Wydaje mi się, że gdyby poprowadzić akcję nieco spokojniej, dać więcej suspensu i miejsca na domysły, naprawdę było by to coś fajnego.
Nie chcę, by było to odebrane jako "hejt" na autora, który dopeiro zaczyna. Nie czytałam debiutu, a obie książki z tego co widziałam zbierają dobre opinie, ku mojemu zdziwieniu.
Ja jednak nie mogłam nie powiedzieć o powyższych mankamentach, które mi bardzo rzuciły się w oczy. Zwłaszcza, że po czymś, co zostało już wydane, oczekuję więcej niż po tekstach publikowanych na przykład w internecie czy nawet na łamach periodyków.
Tak, pan Damian jest młodym autorem, jak wcześniej wspomniałam, jest rok młodszy ode mnie samej, więc niejako poczułam się w obowiązku by pomóc mu się rozwijać.
On sam mi przyznał w naszej rozmowie (z czym ja się w 100% zgadzam i popieram), że z krytyka też jest potrzebna.
Mam tylko nadzieję, że moja była możliwie konstruktywna i można z niej coś wyciągnąć.
Osobiście bardzo, bardzo autorowi kibicuję, bo doskonale wiem, jak to jest. Niech dalej pisze, rozwija się ile tylko może.
A ja z chęcią sięgnę po jego kolejną książkę by się przekonać, jaki postęp zrobił.
Czytaliście coś tego autora? Macie jakieś spostrzeżenia, opinie? Piszcie w komentarzach!
I zapraszam was też na mój Instagram
Do zobaczenia!

Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń
OdpowiedzUsuńhmmmm kryminały też mi nie leżą (ale chętnie jeszcze raz sięgnę po klasyk czyli Morderstwo w Orient Express) jakoś nie można z nimi "popłynąć"....ale to moja opinia :)Chyba jak skończą mi się pomysły co przeczytać to chyba sięgnę po ten gatunek hah ale kiedy to nastąpi ehheh Ej może jak skończą Ci się zapasy nowych nabytków to zrecenzujesz te już kiedyś przeczytane ehehehe