Witajcie w ten niezwykły i tak szczególny dzień!
Jak powszechnie jest wiadomo, od 100 już lat żyjemy w wolnej i niepodległej Polsce. Chyba nie muszę mówić, jakie to bardzo, bardzo ważne.
W każdym razie, przychodzę dzisiaj do was dzisiaj (tak, wczoraj było za dużo do zrobienia i zwyczajnie zapomniałam. A może to i lepiej?) z recenzją zbioru opowiadań naprawdę dobrego, oczywiście polskiego pisarza. Jest nim nie kto inny jak...
Andrzej Pilipiuk!
"Wilcze leże" zostało wydane nakładem wydawnictwa Fabryka Słów w 2017 roku.
Tytuł, jak można się spodziewać, nie jest tu przypadkowy. Motyw wilka jest obecny w niemal każdym z opowiadań.
A czego można się spodziewać?
Potowarzyszymy Robertowi Stormowi w rozwiązaniu kilku zagadek, z których szczególnie jedna wpakuje go w duże kłopoty.
Dowiemy się, co takiego odkryje doktor Skórzewski
Poznamy też Rachelę, młodą żydówkę, sierotę próbującą uchronić się przed okrucieństwami II wojny światowej i holokaustu.
Pilipiuk już dawno zdobył moją sympatię serią o Jakubie Wędrowyczu, oraz "Wampir z M3 i M0".
Niezmiennie jestem pod wrażeniem plastyczności i obrazowości języka autora. A jego postacie są tak bardzo ludzkie!
Roberta Storma polubiłam niemal od razu, może przez to, że sama mam wykształcenie historyczne. Storm przywiódł mi na myśl Indianę Jones'a w polskim wydaniu, tylko dużo bardziej realistycznego w swoich przygodach i dokonaniach. Jego postać wydała mi się tak bardzo swojska!
Również opowiadanie o Racheli mocno zapadło mi w pamięć. Mimo, iż generalnie tematyka holokaustu i II wojny światowej nie jest moją ulubioną, to ten tekst niezwykle przypadł mi do gustu i bardzo poruszył.
Mniej co prawda zaciekawiły mnie opowiadania z doktorem Skórzewskim, jednak nadal z czystym sercem mogę polecić tą pozycję, jak i inne książki Andrzeja Pilipiuka. Nie zawiedziecie się!
Poza tym przyznam wam, że uwielbiam zbiory opowiadań. Są dużo mniej męczące i zróżnicowane niż jednorodne książki (mam nadzieję, że dobrze się wyraziłam).
Łatwo zastopować w pewnym momencie, bez obawy, że zgubi się wątek.
A jak jest u was? Lubicie pełnowymiarowe powieści, czy zbiory opowiadań?
I czy znacie Pilipiuka?
Dajcie znać i wpadajcie na mój Instagram!
Do zobaczenia!

Jeśli chodzi o zbiory opowiadań, czytałam "2586 kroków" Pilipiuka. Po "Wilcze leże" też na pewno sięgnę, kiedy tylko najdzie mnie ochota na ten niesamowity klimat. <3
OdpowiedzUsuń"2586 kroków" czytałam już daaaaawno :3 ha polecam i czekam na odczucia!
Usuń