Oh, Serafin! Aleś Ty opóźniona!
Bo ten post miał się pokazać już wiele, wiele dni temu. Miał.
No ale się nadarzyły targi... a potem wyjazd...
I tak to poszło.
Jednak do rzeczy!
~ * * * ~
Obie książki, o których dzisiaj chcę Wam opowiedzieć, miały swoją premierę 30.10, nakładem wydawnictwa Uroboros.
>>> "Fałszywy Pieśniarz" - Martyna Raduchowska:
Kiedy po przeczytaniu zamknęłam tą książkę, nim jeszcze podzieliłam się na stories pierwszymi wrażeniami, poczułam coś, co jest moim zdaniem najlepszym uczuciem po skończeniu danej historii.
Satysfakcję.
I radość.
O tak, dużo radości.
Bo wiecie. Są autorki i autorzy, przy których wiemy, że zakończą książkę przynajmniej na poziomie "OK". Którzy wiemy, że swoich postaci ostatecznie nie skrzywdzą.
Cóż, Martyna Raduchowska niestety, albo stety do nich nie należy, więc ja przez 99,5% książki drżałam o życie bohaterów.
W "Fałszywym" mamy mnóstwo płot twistów, emocjonalnie przygotujcie się na ekstremalny rollercoaster. A to wszystko podane w pięknej językowo formie!
Czytelnikowi emocje Idy są bardzo dokładnie przekazane, i uwaga, mocno się udzielają!
Ida, choć bynajmniej nie jest postacią idealną, to wzbudza sympatię. Od samego początku była kreowania bardzo realistycznie, miała swoje humory, bywała egoistyczna. Dzięki temu jest bliższa czytelnikowi, który z łatwością może się z nią utożsamić. Podobnie rzecz ma się i z innymi bohaterami (eh ten Kruchy i jego skrywane sekrety!).
Polecam!
Co przyniosło pozostałe 0,5%? A to dowiedzcie się sami!
Jest dużo mrocznej i poważniej niż w poprzednich częściach, widać zmiany w bohaterach, a szczególnie właśnie w Idzie
Ja pozostaje pod ogromnym wrażeniem i "Fałszywego Pieśniarza" i całej serii.
>>> "Małe Licho anioł z kamienia" - Marta Kisiel:
W dniu, kiedy dostałam swój egzemplarz, potrzebowałam jakiś 5-6h by ją...
Nie, nie przeczytać.
Pochłonąć, tak na jednym wdechu!
Powiem więcej: mój tata też czytał z przyjemnością!
Są znani nam bohaterowie (Liszko moje najcudniejsze!), są przygody, jest magia!
I język, którym autorka nas hipnotyzuje i wciąga do swojego niesamowitego świata!
W jednej z rozmów porównałam czytanie "Małego Licha" do otulenia się ciepłym, mięciutkim kocykiem w zimowy wieczór!
O, doprawdy, Alleluja!
Osobiście serdecznie polecam!
I bardzo czekam na kolejną książkę aurieki, która już jest zapowiedziana na wiosnę 2020!
Teoretycznie, tak jak i "Małe Licho i tajemnica Niebożątka" jest to pozycja nieco bardziej kierowana do młodszego odbiorcy. Jednak jak widać na załączonym obrazku, również dorosły może się przy niej doskonale bawić, a co więcej, wyciągnąć dla siebie jakąś lekcję.
Mamy tu wszystko, za co kochamy Martę Kisiel.
I nadal to podtrzymuje!
Jeśli zatem szukacie książki o przyjemnym języku, zimowej, świątecznej, ale z magią oraz przekazem: Marta Kisiel będzie idealna!
~ * * * ~
Dajcie koniecznie znać, czy którąś z tych książek macie już przeczytaną!
Ściskam Was mocno i do zobaczenia!


Małe Licho i anioł z kamienia raczej ;)
OdpowiedzUsuńOczywiście, że tak ; )
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń