Szukaj na tym blogu

czwartek, 4 października 2018

3. "Dom wschodzącego słońca" Aleksandra Janusz


“There is a house in New Orleans
They call a Rising Sun…”

Dziś przedstawię wam kolejną polską autorkę, Aleksandrę Janusz, której powieść “Dom wschodzącego słońca”, wydało w kwietniu tego roku wydawnictwo Uroboros. Książka stanowi pierwszą część cyklu “Miasto magów”, kolejnego już w dorobku autorki.










Na początku historii poznajemy Eunice Wight, z pozoru zwykłą, buntującą się nastolatkę, która wychowuje się bez ojca, za to z dość nieporadną życiowo matką.
Szybko jednak okazuje się, że dziewczyna tak naprawdę daleka jest od zwykłości. A wszystko przez jedną, niepozorną grę.
Jaką?
Kogo dziewczyna poznaje dzięki grze i kim są mieszkańcy tytułowego Domu wschodzącego słońca? Jakie zagadki na nich czekają? I na czym w ogóle polega niezwykłość Eunice? Tu już zachęcam do przeczytania książki, moim zdaniem naprawdę warto!

Gdy ją skończyłam, z czystej ciekawości zerknęłam na opinie zamieszczone przez innych na lubimyczytac.pl
I jakież było moje zdziwienie, gdy zobaczyłam sporo niezbyt przychylnych ocen i komentarzy. Jasne, rozumiem, że każdy może mieć swoje zdanie i tak dalej, jednak osobiście uważam, że powieść pani Janusz wybija się spomiędzy innych młodzieżówek.

Owszem, postaci mogą być ciut przerysowane i nie upieram się przy tym, że nigdzie indziej podobnych nie znajdziemy, jednak według mnie, są one naprawdę fajnie wykreowane. Czasem wkurzają, czasem można się z nich śmiać, ale czytelnik łapie z nimi więź. Nie są mu obojętni (no może poza paroma wyjątkami, które tylko irytowały). Choć teoretycznie główną bohaterką jest właśnie Eunice, to jej przyjaciele z Domu wschodzącego słońca mają swoje pięć minut, poznajemy ich historie, których nieco mroczniejsze aspekty nie dają o sobie zapomnieć.
Bo choć starają się być dobrzy, to są pokazani w całej gamie szarości.

Akcja faktycznie mocno leci do przodu i przenosi uwagę czytelnika z jednej postaci na drugą. Czasem można się zgubić, sama tego doświadczyłam, nie przeszkadzało mi to jednak w takim stopniu, jak potrafi w innych książkach. Co więcej, akcja cały czas trzyma w napięciu. Chce się wiedzieć, co będzie dalej, jak bohaterowie wybrną z danej sytuacji. I tak, momentami można odnieść wrażenie, że radzą sobie ze wszystkim zbyt łatwo. Jednak biorąc wszystko pod uwagę, wcale to aż tak mocno nie razi.
Jedną z rzeczy, która mnie szczególnie ujęła w tej książce jest mechanika używania magii. Według mnie jest naprawdę doprecyzowana i mimo wszystko, dość oryginalnie opracowana.
Samo zakończenie też sprawia, że aż korci by sięgnąć po kolejną część, której niestety jeszcze nie ma.

No i dla mnie osobiście rzecz najważniejsza: brak wątku miłosnego! Znaczy są krótkie wzmianki o byłych z różnych powodów ukochanych trójki bohaterów, ale właśnie: wzmianki. I to było dla mnie bardzo miłe zaskoczenie.

Podsumowując: jasne, że w “Domu wschodzącego słońca” nie brakuje drobnych wad. Jednak osobiście uważam, że są one naprawdę nieznaczące i wcale nie przeszkadzają  w ogólnym odbiorze książki, która jest napisana naprawdę przyjemnym i wciągającym językiem.

Ja z pewnością będę wyczekiwać kolejnego tomu tego cyklu. A Wy? Słyszeliście już o tej autorce? Macie jakieś swoje opinie lub spostrzeżenia?

Zapraszam do komentarzy i na mój instagram: klik!

Do zobaczenia za tydzień!

4 komentarze:

  1. Sięgnę po książkę.Wówczas wyrażę swoją opinię.jedno mnie dziwi. Autorka pisze po polsku. Imiona bohaterów wcale nie sa polskie. Może to jest powodem niechęci czytelników?Nie znam historii.Nie wiem ,gdzie akcja się toczy.Drobne wady? To żadne wady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mimo wszystko polecam : )
      Sama akcja dzieje się w wymyślonym przez autorkę mieście, więc samo państwo nie jest podane, ale faktycznie postaci mają zagraniczne imiona.
      W każdym razie, ja zachęcam do przeczytania ; )

      Usuń
  2. Te nieprzychylne komentarze to pewnie z braku wątku miłosnego o którym wspomniałaś - a jak to młodzieżówka to mamy już prawdopodobnie źródło owych ocen...Zwykle dla tego przedziały wiekowego główny watek stanowi miłość (i inne pochodne) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmmm możliwe, choć z tego co czytałam bardziej chodziło o to, że powiela schematy etc. Nie mniej, mi się podobało ; )

      Usuń